Zapowiedź
W dniu 28.08.2015 pojawi się pierwsza część nowego opowiadania z paringiem Reituki. Czekajcie uważnie~.
piątek, 14 sierpnia 2015
niedziela, 9 sierpnia 2015
Reituki Happy Family
Reita x Ruki "Happy Family"
I oto jest pierwsze opowiadanie na blogu. Mam nadzieję, że się spodoba, choć akcja rozkręca się bardzo szybko. Jest to one shoot, więc raczej nigdy nie doczeka się kontynuacji, ale już niedługo będziecie mogli podziwiać pełno prawną partówkę. Trochę tu mało yaoi, ale zawsze coś =^.^=.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Znów leżałem na zimnej podłodze wycieńczony. Tak kończyło się zawsze, gdy próbowałem postawić na swoim. Dlaczego moje zdanie nigdy nie ma prawa zaistnieć wśród rodziny? No tak... Wtedy nie byłbym ich kochanym synkiem. Czuję słone łzy na policzkach.
Why I'm still alive?
Zadaję sobie to pytanie codziennie. W domu rodziców nie mam prawa wyrażać własnego zdania. Chcą oni abym został wielkim biznesmenem, ale ja tego nie chcę. Nienawidzę szkoły... Nienawidzę biznesmenów... Nienawidzę swoich rodziców... Nienawidzę... Siebie. Za to, że jestem zerem i nie potrafię się im postawić.
Takanori Matsumoto...
You are nothing...
Wiem o tym dobrze, a jednak w swoim życiu nie potrafię zmienić nic... Wszyscy biorą mnie za uśmiechniętego chłopaka zdobywającego same sukcesy w szkole. Ale tak nie jest... Doczołgałem się do łóżka i położyłem się na nim. Nie mam nawet siły na pójście do łazienki i obmycie się z zakrzepłej już krwi. Po chwili zasypiam wtulając się w poduszkę.
-Takanori! Synu! Takanori obudź się. Dziś szkoła. - czułem lekkie tyrpnięcia w ramię. No tak... Szkoła... Otworzyłem powieki i przetarłem oczy. Nade mną stała moja uśmiechnięta matka.
-Takanori przyszykowałam ci śniadanko. - już ja wiem co to znaczy... - Dziś są ważne egzaminy. Daj z siebie wszystko. Musisz zająć pierwsze miejsce! - uśmiechnęła się, pogłaskała mnie po rozczochranych włosach i podała mi tackę z śniadaniem.
-Dziękuję... Postaram się. - mruknąłem i przyjąłem od niej tackę. Było na niej dość obfite śniadanie. Dwa rogaliki nadziewane dżemem, jajecznica, dwie kanapki i ciepła kawa.
-Zostawiam cię samego. Ubrania przyszykowałam na komodzie. Pospiesz się! I nie zawiedź nas, bo robisz to codziennie. - wyszła zostawiając mnie samego. Tak... Codziennie ich zawodzę, bo nie chcę tak żyć. Marzy mi się o zostaniu wokalistą w zespole rockowym. Jednak rodzice twierdzą, że to strata czasu... Szybko zjadłem tylko dwa rogaliki, upiłem łyk kawy i ruszyłem do komody. Zdjąłem piżamę i przebrałem się w proponowany strój. Miałem na sobie czarne rurki, białą koszulę i krawat. Udałem się do toalety, gdzie opłukałem twarz, zrobiłem lekki makijaż i ułożyłem włosy. Zszedłem na dół, po drodze zabierając plecak z łóżka. Założyłem buty, które musiałem zasznurować i wyszedłem nawet nie racząc rodziców krótkim "pa".
Droga do szkoły zajęła mi trochę czasu. Gdy tylko dotarłem pod bramę zacząłem czekać. Usłyszałem nieprzyjemne szepty kierowane w moją stronę, ale przyzwyczaiłem się już do tego. Czekałem na jedną osobę, na której bardzo mi zależało. W zasadzie była to jedyna osoba dzięki, której dalej chciałem żyć. Akira Suzuki, który właśnie biegł w moją stronę z uśmiechem to ta osoba. Bardzo mi się podoba. On cały oraz jego osobowość. Chodzimy ze sobą już od trzech lat, oczywiście wbrew decyzji moich rodziców. Kiedyś planujemy razem uciec i założyć zespół, ponieważ Akira jest świetnym basistą.
-Hej Rukiś! - tak nazywali mnie moi znajomi. Akira podszedł do mnie, przytulił mocno i pocałował w policzek. - Stęskniłem się za tobą, wiesz? - wtuliłem się w jego klatkę piersiową, a on złapał mnie na wysokości łopatek. Syknąłem cicho z bólu.
-Taka cha... Znów cię bili?... - spojrzał na mnie smutno. Kiwnąłem głową i opuściłem ją. Poczułem jak łzawią mi oczy. Nie chciałem przy nim płakać... Wiem, że cierpi widząc moje łzy.
-Nie mogę patrzeć jak płaczesz aniołku. Jestem już pełnoletni. Wyjedźmy razem!
-Akira... Wiesz, że nie mogę...
-Możesz, a nawet nie masz wyjścia. Chodź maluchu. - złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę swojego domu. Nie wyrywałem się. Wiedziałem, że z Akirą będzie mi dobrze.
Life is beautiful
Od tego czasu minęło już kilka lat. Wyjechaliśmy z Japonii i zapomnieliśmy o przeszłości. Żyjemy razem bardzo szczęśliwie.
-Tata! Tata! - usłyszałem głos naszego Akinori'ego z przedpokoju. Wiedziałem, że przyszedł Akira. Po chwili zauważyłem go w progu pokoju. Zbliżał się do mnie i pocałował mnie w usta.
-Co tam piszesz kotku?
-Znalazłem swój stary pamiętnik. Chciałem dokończyć naszą historię mężu. - przytuliłem się do niego. Wspólnie delektowaliśmy się romantycznymi chwilami, ponieważ zaraz przybiegł Akinori. Przytulił się do nas.
-Kocham was! - i tak oto założyliśmy wspaniałą rodzinę.
I oto jest pierwsze opowiadanie na blogu. Mam nadzieję, że się spodoba, choć akcja rozkręca się bardzo szybko. Jest to one shoot, więc raczej nigdy nie doczeka się kontynuacji, ale już niedługo będziecie mogli podziwiać pełno prawną partówkę. Trochę tu mało yaoi, ale zawsze coś =^.^=.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Znów leżałem na zimnej podłodze wycieńczony. Tak kończyło się zawsze, gdy próbowałem postawić na swoim. Dlaczego moje zdanie nigdy nie ma prawa zaistnieć wśród rodziny? No tak... Wtedy nie byłbym ich kochanym synkiem. Czuję słone łzy na policzkach.
Why I'm still alive?
Zadaję sobie to pytanie codziennie. W domu rodziców nie mam prawa wyrażać własnego zdania. Chcą oni abym został wielkim biznesmenem, ale ja tego nie chcę. Nienawidzę szkoły... Nienawidzę biznesmenów... Nienawidzę swoich rodziców... Nienawidzę... Siebie. Za to, że jestem zerem i nie potrafię się im postawić.
Takanori Matsumoto...
You are nothing...
Wiem o tym dobrze, a jednak w swoim życiu nie potrafię zmienić nic... Wszyscy biorą mnie za uśmiechniętego chłopaka zdobywającego same sukcesy w szkole. Ale tak nie jest... Doczołgałem się do łóżka i położyłem się na nim. Nie mam nawet siły na pójście do łazienki i obmycie się z zakrzepłej już krwi. Po chwili zasypiam wtulając się w poduszkę.
-Takanori! Synu! Takanori obudź się. Dziś szkoła. - czułem lekkie tyrpnięcia w ramię. No tak... Szkoła... Otworzyłem powieki i przetarłem oczy. Nade mną stała moja uśmiechnięta matka.
-Takanori przyszykowałam ci śniadanko. - już ja wiem co to znaczy... - Dziś są ważne egzaminy. Daj z siebie wszystko. Musisz zająć pierwsze miejsce! - uśmiechnęła się, pogłaskała mnie po rozczochranych włosach i podała mi tackę z śniadaniem.
-Dziękuję... Postaram się. - mruknąłem i przyjąłem od niej tackę. Było na niej dość obfite śniadanie. Dwa rogaliki nadziewane dżemem, jajecznica, dwie kanapki i ciepła kawa.
-Zostawiam cię samego. Ubrania przyszykowałam na komodzie. Pospiesz się! I nie zawiedź nas, bo robisz to codziennie. - wyszła zostawiając mnie samego. Tak... Codziennie ich zawodzę, bo nie chcę tak żyć. Marzy mi się o zostaniu wokalistą w zespole rockowym. Jednak rodzice twierdzą, że to strata czasu... Szybko zjadłem tylko dwa rogaliki, upiłem łyk kawy i ruszyłem do komody. Zdjąłem piżamę i przebrałem się w proponowany strój. Miałem na sobie czarne rurki, białą koszulę i krawat. Udałem się do toalety, gdzie opłukałem twarz, zrobiłem lekki makijaż i ułożyłem włosy. Zszedłem na dół, po drodze zabierając plecak z łóżka. Założyłem buty, które musiałem zasznurować i wyszedłem nawet nie racząc rodziców krótkim "pa".
Droga do szkoły zajęła mi trochę czasu. Gdy tylko dotarłem pod bramę zacząłem czekać. Usłyszałem nieprzyjemne szepty kierowane w moją stronę, ale przyzwyczaiłem się już do tego. Czekałem na jedną osobę, na której bardzo mi zależało. W zasadzie była to jedyna osoba dzięki, której dalej chciałem żyć. Akira Suzuki, który właśnie biegł w moją stronę z uśmiechem to ta osoba. Bardzo mi się podoba. On cały oraz jego osobowość. Chodzimy ze sobą już od trzech lat, oczywiście wbrew decyzji moich rodziców. Kiedyś planujemy razem uciec i założyć zespół, ponieważ Akira jest świetnym basistą.
-Hej Rukiś! - tak nazywali mnie moi znajomi. Akira podszedł do mnie, przytulił mocno i pocałował w policzek. - Stęskniłem się za tobą, wiesz? - wtuliłem się w jego klatkę piersiową, a on złapał mnie na wysokości łopatek. Syknąłem cicho z bólu.
-Taka cha... Znów cię bili?... - spojrzał na mnie smutno. Kiwnąłem głową i opuściłem ją. Poczułem jak łzawią mi oczy. Nie chciałem przy nim płakać... Wiem, że cierpi widząc moje łzy.
-Nie mogę patrzeć jak płaczesz aniołku. Jestem już pełnoletni. Wyjedźmy razem!
-Akira... Wiesz, że nie mogę...
-Możesz, a nawet nie masz wyjścia. Chodź maluchu. - złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę swojego domu. Nie wyrywałem się. Wiedziałem, że z Akirą będzie mi dobrze.
Life is beautiful
Od tego czasu minęło już kilka lat. Wyjechaliśmy z Japonii i zapomnieliśmy o przeszłości. Żyjemy razem bardzo szczęśliwie.
-Tata! Tata! - usłyszałem głos naszego Akinori'ego z przedpokoju. Wiedziałem, że przyszedł Akira. Po chwili zauważyłem go w progu pokoju. Zbliżał się do mnie i pocałował mnie w usta.
-Co tam piszesz kotku?
-Znalazłem swój stary pamiętnik. Chciałem dokończyć naszą historię mężu. - przytuliłem się do niego. Wspólnie delektowaliśmy się romantycznymi chwilami, ponieważ zaraz przybiegł Akinori. Przytulił się do nas.
-Kocham was! - i tak oto założyliśmy wspaniałą rodzinę.
Konnichiwa
Konnichiwa
Jest to już mój kolejny blog. Ten będzie całkowicie poświęcony opowiadaniom yaoi. Jeśli nie lubicie takiej tematyki radzę Wam tego nie czytać, a nie komentować. Muszę się jeszcze wyrobić w pisaniu opowiadań, ale myślę, że dzięki naszej wspólnej współpracy uda mi się. Co do paringów. Będą różne. Myślę, że przede wszystkim pojawi się tu dużo opowiadań o mojej ulubionej parze Reituki.
Jest to już mój kolejny blog. Ten będzie całkowicie poświęcony opowiadaniom yaoi. Jeśli nie lubicie takiej tematyki radzę Wam tego nie czytać, a nie komentować. Muszę się jeszcze wyrobić w pisaniu opowiadań, ale myślę, że dzięki naszej wspólnej współpracy uda mi się. Co do paringów. Będą różne. Myślę, że przede wszystkim pojawi się tu dużo opowiadań o mojej ulubionej parze Reituki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

